Powracająca moda na winyle

Powracająca moda na winyle

2015-02-24 / Tagi:

W 1887 roku Emil Berliner otrzymał w USA pierwszy patent na produkcję płyt gramofonowych. Blisko 130 lat później, po wielu technologicznych zawirowaniach, jego wynalazek przeżywa drugą młodość.

Płyta gramofonowa, kaseta magnetofonowa, dysk CD, plik MP3 - tak w najkrótszym zarysie wygląda historia nośników muzycznych na przestrzeni ostatnich stu kilkudziesięciu lat. Kolejne okresy panowania były coraz krótsze, a dostępność coraz łatwiejsza. Jak to zwykle bywa, historia zatoczyła krąg i od kilku lat zaobserwować możemy powrót do źródeł, czyli masowy renesans płyt winylowych, produkowanych na szeroką skalę od 1948.

To nie jest tak, że czarne analogi przepadły z chwilą upowszechnienia CD. Pozostały w niewielkiej niszy, złożonej z DJ-ów (bo jak tu robić scratche plikiem MP3?) oraz zapalonych audiofilów, dla których tylko taki zapis dźwięku oddaje jego pełnię i głębię. Ostatnio jednak lawinowo rośnie liczba kolekcjonerów, organizowane są giełdy starych płyt, a najpopularniejsi wykonawcy wydają swoje nowe dzieła także w tym formacie. Co się zmieniło?

Muzyki można słuchać dwojako. Jako "wypełniacza" w tle, towarzyszącego codziennym czynnościom, lub w pełni świadomie, celebrując każdą nutę i dźwięk. Odbiorcom pierwszego rodzaju wystarczy utworzenie playlisty na Spotify czy Youtube lub odtwarzanie w dowolnej kolejności przepastnych zasobów twardego dysku. Prawdziwi melomani chcą obcować z produktem. Pomijając wspomnianą już przestrzeń i głębię dźwięku, nieosiągalną w kompresji cyfrowej, a zbliżoną do naturalnej jakości z sal koncertowych, wytrawny miłośnik muzyki chce tworu kompletnego. Okładki płyt są często dziełami sztuki, tworzonymi przez najlepszych grafików i malarzy. Słuchanie płyty winylowej wymaga uwagi, celebracji uruchomienia, zmiany strony. Każdy drobny trzask jest unikalnym świadectwem jakiegoś wydarzenia, a wyszperaną na giełdzie czy otrzymaną w prezencie płytę z pewnością poważa się bardziej, niż pliki ściągnięte w klika sekund z Internetu.

Wiele osób zapewne pluje sobie w brodę, że w latach dziewięćdziesiątych pozbyło się swych zalegających w piwnicach kolekcji, sprzedając je za grosze lub po prostu wyrzucając. Niektóre tytuły warte są dziś nawet kilkaset złotych, a wiadomo, że tych pierwszych wydań na rynku nie przybędzie, a wręcz przeciwnie.

Trudno jednak prorokować jakieś szersze upowszechnienie płyt winylowych. Są niemal dwukrotnie droższe od zwykłych CD, podobnie jak sprzęt do ich odtwarzania. Nie dziwi zatem, że ich popularność największa jest wśród miłośników "starej" muzyki - klasycznej, jazzu, bluesa czy rocka, to gatunki niejako "dedykowane" pod winyl. Dobrze zachowane egzemplarze osiągają zawrotne sumy na giełdach czy aukcjach, mając wartość kolekcjonerską oraz sentymentalną. I mimo że współcześni wykonawcy próbują niejako "podpiąć się" pod ten trend i wydają swoje nowe nagrania i reedycje w formie czarnych krążków (Depeche Mode, Arcade Fire), to są to jedynie cyfrowe zapisy przeniesione na inny nośnik i z prawdziwą magią winylowej płyty niemające nic wspólnego.

Moda na rozwiązania retro powraca co kilka lat. Kto wie, czy wkrótce nie przywróci do łask kaset magnetofonowych? Warto o tym pamiętać przed gruntownymi porządkami w piwnicy czy na strychu.

Udostępnij ten artykuł: Facebook     Twitter     Google+

Komentarze